W styczniu i lutym żyję w innym tempie i nie robię… NIC. Prawie nic ;)

Wpis o biologii, kalendarzu i o tym, dlaczego nowy rok zaczyna się w złym momencie.

 

Każdego stycznia dzieje się to samo. I wszyscy udają, że to normalne. Czujemy zmęczenie starym rokiem, starymi projektami. Odczuwamy brak napędu i potrzebę ciszy i świętego spokoju. A tu tuż po Świętach świat krzyczy: nowy rok, nowy/a ja, nowe cele, nowe życie - od poniedziałku, od dziś, od teraz! Czujesz też zgrzyt, ale bierzesz udział w wyścigu, bo myślisz, że nowy rok to nowy początek i nowa okazja. A nie zawsze tak było.

Nie wiem, czy Cię tym zaskoczę, ale styczeń i luty biologicznie nie są miesiącami startu. Są miesiącami spowolnienia, regeneracji i domykania.


Rok nie zawsze zaczynał się w styczniu

W pierwotnym kalendarzu rzymskim rok zaczynał się w marcu. Wraz z wiosną, światłem, ruchem w przyrodzie i realnym początkiem nowego cyklu życia. Było dziesięć miesięcy, a ich nazwy miały sens liczbowy: September był siódmym, October ósmym itd.

Dopiero później dodano styczeń i luty. A jeszcze później - z powodów administracyjnych, wojskowych i podatkowych przesunięto początek roku na 1 stycznia. To była decyzja kulturowa i urzędowa. Nie biologiczna. Nasze ciała nigdy tej zmiany nie przyjęły i biologicznie nie pokochały.



Jak doszło do tej niekorzystnej dla nas zmiany?

Rzymianie potrzebowali uporządkować swoje państwo, podatki, wojsko i kadencje urzędników. I zrobili to bardzo konkretnie:

  • kadencje konsulów zaczęły się 1 stycznia (od 153 r. p.n.e.), więc rok urzędowy też musiał się tam zaczynać,

  • podatki i rozliczenia łatwiej było zamknąć na sztywnej dacie w środku zimy, kiedy nic się nie działo w rolnictwie,

  • wojsko mogło formalnie ruszać z nową kampanią „na czysto” wiosną, już w nowym roku.



Dlaczego ten nasz kalendarz w ogóle jest taki krzywy?

Rok słoneczny trwa ok. 365,24 dnia i nie daje się podzielić na 12 równych okresów. Miesiąc księżycowy to ok. 29,5 dnia, rok słoneczny to 365 dni a nasz kalendarz próbuje to ogarnąć i zamknąć w jednym systemie. Tego nie da się zrobić bez strat. Dlatego kalendarz jest kompromisem. Brzydkim. I dlatego miesiące w roku są nierówne.

Dlaczego luty jest taki dziwny?

Bo był końcem starego roku. W rzymskim układzie rok zaczynał się w marcu, a luty był miesiącem domykania, oczyszczania i zamykania cyklu. Był miesiącem technicznym i jednocześnie buforowym. To tam wrzucano wszystko to, co się nie zgadzało.

Dlatego:

  • to do lutego dokładano "nadprogramowe" dni,

  • to on dostał dzień przestępny co cztery lata,

  • i to on został najkrótszy, bo nie był traktowany jak pełnoprawny miesiąc.


Biologia zimy

Zimą mamy mniej światła, więc mózg produkuje więcej melatoniny – hormonu snu i wyciszenia – a mniej dopaminy, która odpowiada za napęd, ciekawość i motywację. Układ nerwowy naturalnie przełącza się w tryb oszczędzania energii: więcej regeneracji, mniej ekspansji. Zwierzęta hibernują albo wyraźnie ograniczają aktywność. Rośliny są w stanie spoczynku. Cały system życia przechodzi w tryb podtrzymania, nie wzrostu.

A my próbujemy w tym samym czasie robić mentalne sprinty: wymyślać nowe strategie, podejmować duże decyzje, zaczynać projekty, które wymagają świeżości, odwagi i poznawczej mocy. I robimy to dokładnie wtedy, kiedy nasz mózg biologicznie nie jest w trybie ekspansji, tylko w stanie konserwacji i regeneracji.

Dlatego brak energii w styczniu nie jest porażką. To nie jest wada charakteru ani brak silnej woli. To zwyczajnie sygnał biologiczny naszego organizmu.

Gdy zimą organizacja oczekuje od ludzi takiego samego tempa, intensywności i dyspozycyjności jak wiosną lub latem, organizm reaguje w sposób systemowy i dość przewidywalny:

  • układ nerwowy pozostaje w stanie przewlekłej aktywacji, mimo że warunki środowiskowe sprzyjają regeneracji

  • poziom kortyzolu utrzymuje się podwyższony z powodu chronicznej aktywacji stresowej

  • dochodzi do zaburzeń snu, ponieważ rytm dobowy i wydzielanie melatoniny są rozregulowane przez niedobór światła dziennego, ekspozycję na ekrany i presję zadaniową

  • obniża się odporność immunologiczna, ponieważ zasoby organizmu są przesuwane z regeneracji na podtrzymanie wysokiej aktywności

  • spada elastyczność poznawcza, pogarsza się koncentracja i zdolność do twórczego myślenia, a rośnie reaktywność emocjonalna

Efekt? Jesteś bardziej zmęczony/a, bardziej drażliwy/a, mniej odporny/a psychicznie i fizycznie. I masz poczucie, że coś z Tobą nie tak choć to system jest źle ustawiony.

Próba ignorowania tego kończy się często frustracją, poczuciem winy i wypaleniem już w lutym. W skali organizacji przekłada się to na wzrost absencji chorobowych, spadek jakości decyzji, więcej błędów operacyjnych i długofalowo wyższą rotację.


Może więc nie chodzi o to, żeby zaczynać “na szybko”

Może styczeń i luty nie są po to, żeby zaczynać nowe inicjatywy i otwierać kolejne strumienie pracy. Może są po to, żeby świadomie wykorzystać naturalny moment spowolnienia na działania o innym charakterze. Takie, które wzmacniają odporność organizacji, porządkują system i przygotowują ludzi do realnego startu wiosną.

W praktyce oznacza to:

  • domknięcie poprzedniego cyklu: zakończenie otwartych jeszcze projektów, podsumowanie działań, wyciągnięcie wniosków i zamknięcie otwartych pętli,

  • prawdziwy odpoczynek: odbudowanie zasobów fizycznych i psychicznych ludzi po intensywnych okresach (szczególnie po Q4), 

  • zintegrowanie tego, co się wydarzyło: nazwanie tego, co zadziałało, co nie, czego się nauczyliśmy jako zespół i co warto zachować

  • zrobienie miejsca: uproszczenie procesów, usunięcie zbędnych działań, oczyszczenie kalendarza i struktur z tego, co nie wnosi już realnej wartości.


Jak wprowadzić miękki styczeń i luty w firmie

Skoro kalendarza nie zmienimy, to możemy zmienić sposób, w jaki go używamy.

Po pierwsze: zmiana narracji. Zamiast „nowy rok, nowe cele, jedziemy”, mówimy: „nowy rok, domykamy, porządkujemy, regenerujemy się i przygotowujemy grunt pod wiosnę”. To nie jest semantyka. To realnie zmienia napięcie w zespole.

Po drugie: zmiana rodzaju pracy. Styczeń i luty to nie jest czas na sprinty.

To jest dobry czas na:

  • podsumowania i retrospekcje,

  • porządkowanie procesów,

  • uczenie się i rozwój kompetencji,

  • rozmowy 1:1,

  • wzmacnianie relacji i bezpieczeństwa w zespole.

Po trzecie: zmiana formy spotkań. Zamiast kickoffów z celami na slajdach - spotkania zamykające poprzedni rok i przygotowujące do kolejnego. Zamiast presji - sens. Zamiast tempa - uważność.

I tu naturalnie wchodzą warsztaty wellbeingowe i kreatywne.

Nie jako atrakcja. Nie jako „coś miłego”. Tylko jako narzędzie regulacji napięcia w zespole, odbudowy pojemności psychicznej i przygotowania ludzi do realnego startu wiosną.

Warsztat w styczniu albo lutym to sygnał: „nie jesteście maszynami”. Zespół, który ma przestrzeń na regenerację zimą, w marcu i kwietniu pracuje szybciej i lepiej.


Wellbeing przez kreatywność. Dlaczego to działa

Regeneracja nie polega wyłącznie na odpoczynku biernym. Dla wielu ludzi kluczowym źródłem regulacji napięcia jest działanie o innym charakterze niż praca operacyjna. Wtedy stawiamy na działania sensoryczne, manualne, twórcze i niewynikowe.

Aktywności kreatywne angażują układ nerwowy w sposób, który obniża pobudzenie stresowe, przywraca poczucie sprawczości i porządkuje uwagę. Praca rękami, kontakt z materiałem, kolorem, zapachem czy strukturą działa jak naturalny regulator napięcia i przeciwwaga dla przeciążenia poznawczego.

Dlatego warsztaty kreatywne w okresie zimowym nie są rozrywką ani dodatkiem. Są formą higieny psychicznej zespołu i inwestycją w jego zdolność do koncentracji, współpracy i odporności w kolejnych miesiącach.


A co jeśli firma nie może zwolnić tempa?

Są organizacje, które z natury działają w trybie wysokiej intensywności, np.: produkcja ciągła, logistyka, obsługa krytycznych systemów, sprzedaż sezonowa, służby, projekty infrastrukturalne. Tam „zwolnienie” w sensie operacyjnym nie jest możliwe.

To nie zmienia jednak biologii ludzi pracujących w takich organizacjach. Zmienia tylko strategię i podejście.

Jeśli nie da się zmniejszyć obciążenia, trzeba świadomie zwiększyć zdolność organizmu do jego znoszenia.

Oznacza to m.in.:

  • mikroregenerację zamiast urlopów: krótsze, częstsze przerwy regulacyjne,

  • rotację intensywnych zadań zamiast kumulacji przeciążenia,

  • świadome zarządzanie energią zespołu, a nie tylko jego czasem,

  • wprowadzanie działań, które obniżają napięcie, nawet jeśli tempo pracy pozostaje wysokie.

W takim środowisku wellbeing nie polega na spowalnianiu, tylko na amortyzowaniu. Na wprowadzaniu elementów, które chronią układ nerwowy ludzi przed chronicznym przeciążeniem.

I tu kreatywność znów ma sens, jako bezpieczny, krótki i dostępny sposób regulacji, który nie wymaga zmiany modelu biznesowego, ale realnie zmienia doświadczenie pracy.



Zainteresował Cię ten temat? Wejdź na naszą stronę, na której przedstawiamy konkretne rozwiązania dla zespołów.




Potrzebujesz wsparcia przy starcie zespołu lub zmianie?
Zostaw nam kilka informacji o zespole. Wrócimy z konkretną propozycją.

Previous
Previous

Wielkanoc i Wiosna w Caramel

Next
Next

Pierwsze 90 dni zespołu. Największe ryzyko i największa szansa